|
Rozmowa z dr
Maciejem Żerdzińskim, psychiatrą,
autorem m.in. "Poradnika dla chorych na zespół natręctw" (16 sierpnia
2007 roku).
Gregow: Co oznacza termin
zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne?
Maciej Żerdziński:
Zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, określane także jako zespół natręctw to zbiór
objawów, które dzielą się na obsesje i kompulsje. Należy jednak wspomnieć o
szeregu symptomów wtórnych, takich jak lęk czy wahania nastroju, najczęściej w
postaci depresji.
Gr.: Co wiemy o
przyczynach tej choroby?
M.Ż.: Trudno wskazać jedną
przyczynę całego procesu chorobowego. Wiemy, że zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne
mogą mieć tło genetyczne. Dana osoba ma pewne predyspozycje do wystąpienia
choroby, ale aby rozwinął się zespół natręctw muszą zachodzić określone czynniki
psychospołeczne np. sposób wychowania. Jeżeli wzorce anankastyczne bądź lękowe
są od dzieciństwa "zaszczepiane" to możliwość wystąpienia ZOK w późniejszym
życiu jest istotnie większa. Drugi czynnik ma związek z zaburzeniami przepływu
neurotransmisji pomiędzy korą czołową a jądrami podkorowymi. W dużym
uproszczeniu: sygnał miast iść do przodu zapętla się, powraca, powtarza, a co za
tym idzie czynność czy myśl również ulega powtórzeniu.
Gr.: Czy można stwierdzić,
że jest gen odpowiedzialny za rozwój choroby?
M.Ż.: Jest to raczej wiele
genów, dlatego istotą sprawy jest odpowiedź na pytanie, co prowokuje taką, a nie
inną manifestację objawów. Ja skłaniałbym się ku obserwacji życia rodzinnego
oraz czynników stresowych. Być może każdy z nas ma pewną predyspozycję do
wystąpienia natręctw, ale bez sprzyjających okoliczności choroba nigdy by nie
wystąpiła.
Gr.: Czy są dane mówiące,
jaki odsetek polskiego społeczeństwa cierpi na ZOK?
M.Ż.: Podobnie jak w
pozostałych krajach europejskich jest to od 2 do 3,5%. Należy jednak pamiętać,
że oprócz OCD a więc pełnoobjawowego zespołu natręctw, istnieje pojęcie OCS,
czyli zaburzeń o łagodniejszym przebiegu, które dotyczą już ponad 8%
społeczeństwa.
Gr.: Jakie rodzaje natręctw
spotyka Pan najczęściej w swojej praktyce?
M.Ż.: Klasycznie zespoły
natręctw dzieli się na te z przewagą obsesji, z przewagą kompulsji oraz
mieszane. Taki podział nie ma jednak większego sensu, ponieważ nie widziałem
pacjentów, którzy mieliby tylko obsesje lub tylko kompulsje. Najczęściej
spotykane rodzaje natręctw dotyczą czystości, porządku, symetrii, w mniejszym
stopniu tematów religijnych i seksualnych.
Gr.: Jak skutecznie leczyć
chorobę i kto powinien to robić, bo wiele osób unika kontaktu z psychiatrą bądź
psychologiem?
M.Ż.: Jestem lekarzem,
jednak gdyby trafił do mnie pacjent z ostrym zapaleniem wyrostka robaczkowego,
to zapewne skierowałbym go do chirurga. Nie korzystać z pomocy specjalisty to
błąd. Leczenie ZOK powinien prowadzić psychiatra, zarówno pod kątem
farmakologicznym, jak i psychoterapeutycznym. Jeśli psychiatra nie ma uprawnień
psychoterapeuty, to zaprasza do współpracy psychologa. Tak wygląda dziś kanon
leczenia.
Gr.: Czy któraś z metod
leczenia jest wyraźnie bardziej skuteczna?
M.Ż.: Opierając się na
badaniach E. Hollandera możemy stwierdzić, że stosowanie leków
przeciwobsesyjnych daje 56% skuteczności. Edukacja w kierunku ZOK pozwalająca
osiągnąć pacjentowi krytycyzm wobec choroby to aż 36% skuteczności. Z kolei
terapia behawioralna przynosi poprawę u 26% pacjentów. Zatem kombinacja tych
trzech metod pozwala uzyskać największą efektywność.
Gr.: A zabiegi
neurochirurgiczne?
M.Ż.: O zakwalifikowaniu
pacjenta do zabiegu operacyjnego decyduje specjalnie ustanowiona komisja. I
słusznie, ponieważ wiele osób dopytuje się o możliwość zoperowania, nie zdając
sobie sprawy z faktu, że są nieodpowiednio leczeni. Gdy taka sytuacja trwa
latami, pacjenci w swojej bezradności poszukują metod ostatecznych. W moim
przekonaniu warto szukać innych rozwiązań. Nawet w skrajnie trudnych
przypadkach, gdzie rytuały trwają po kilkanaście godzin dziennie uniemożliwiając
normalną egzystencję, można działać np. w warunkach szpitalnych. A jeżeli
faktycznie nic nie przynosi efektów, to decyzją pacjenta i wspomnianej komisji
jest, czy poddać się zabiegowi. Pamiętajmy jednak, że oznacza to usunięcie
kilku cm sześciennych tkanki mózgowej, przy czym efektywność tej metody nie jest
stuprocentowa – mogą być efekty, ale nie muszą.
Gr.: Czy ZOK można wyleczyć
całkowicie?
M.Ż.: Owszem można, i nie
mówię tego dla pozornego pocieszenia. Zależy to jednak nie tylko od jakości
leczenia, ale od przebiegu samego schorzenia. To tak jak ze złamaniem kończyny –
u jednej osoby goi się szybko, u innej z komplikacjami. Pośród moich pacjentów
są osoby, które uzyskały pełne wyleczenie. Większość stanowią jednak ci, którzy
cieszą się częściową poprawą – satysfakcjonującą, jednak niepełną.
Gr.: Jak rodzina bądź
otoczenie pacjenta może go wspierać?
M.Ż.: Najgorszą z metod
pomocy jest wykonywanie za chorego jego rytuałów. Taka sytuacja sprawia, że
rodziną zaczynają rządzić natręctwa, a objawy przybierają na sile. Należy
przeciwstawić się kompulsjom, stanowczo ale bez emocji. Łatwo powiedzieć,
trudniej zrealizować, dlatego kluczową kwestią jest edukacja i współpraca ze
specjalistą prowadzącym leczenie.
Gr.: W "Poradniku dla
chorych na zespół natręctw" opisuje Pan techniki autoterapii. Czy każdy może je
stosować?
M.Ż.: Techniki autoterapii
powinny być stosowane w każdym przypadku zespołu natręctw, ale z doświadczenia
wiem, że w okresie znacznego nasilenia objawów nie są praktykowane w ogóle.
Jeśli pacjent nie ma wglądu w chorobę, zatraca wobec niej krytycyzm, przeżywa
natręctwa i niejako ich broni, to w takiej sytuacji nie zechce tego poradnika
nawet wziąć do ręki. Czyta mu go wtedy jego rodzina.
Gr.: Czy w najbliższym
czasie czeka nas jakiś przełom w leczeniu ZOK?
M.Ż.: Nie sądzę. Nie
posiadam informacji o nowym, cudownym leku będącym marzeniem wielu chorych.
Farmakoterapia może być ogromnie pomocna, ale nie wyobrażam sobie leczenia bez
kontaktu z pacjentem, bez pracy z objawem i budowania krytycyzmu wobec choroby.
Jeżeli symptomy ustąpiły błyskawicznie, wraz z rozpoczęciem terapii
farmakologicznej, to znaczy, że nie był to zespół anankastyczny, a natręctwa w
przebiegu np. depresji. Zatem droga do wyleczenia to proces, okupiony wysiłkiem
prowadzącego, ale przede wszystkim samego pacjenta.
Gr.: Nie ma Pan wrażenia,
że ZOK to temat wstydliwy, temat tabu?
M.Ż.: Ja nie odnoszę
takiego wrażenia, ponieważ obsesje i kompulsje stanowią codzienność mojej pracy.
Zagadnienia związane z chorobą staram się podnosić na specjalistycznych zjazdach
i kongresach. Ale sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana. Objawy
anankastyczne są na ogół ukazywane w konwencji komediowej. Przykładem może być
film "Lepiej być nie może" ze świetną kreacją Jacka Nicholsona. Natomiast od
strony merytorycznej zespół natręctw pojawia się sporadycznie, najczęściej przy
okazji głośnych interwencji chirurgicznych.
Gr.: Jako autor literatury
science-fiction umieścił Pan w swoich publikacjach wątek choroby?
M.Ż.: Owszem. Opisałem np.
bohatera cierpiącego na ciężki zespół natręctw, starając się w ten sposób
przybliżyć czytelnikom niezwiązanym z psychiatrią prawdę o chorobie. Mając
kontakt z pacjentami, ich objawami, cierpieniem, czułem się do tego w pewien
sposób zobowiązany. Mógłbym przedstawić ZOK w formie taniej sensacji, ale to
jest medycyna, tu na sensacje nie ma miejsca.
Gr.: Dziękuję Panu za
rozmowę. |